niedziela, 7 czerwca 2015

rozdział 11

Wiki POV:
Weszłam na sale i nie mogłam powstrzymać uśmiechu widząc tę bandę debilów którzy patrzyli na mnie jakby zobaczyli ducha, postanowiłam się odezwać
- suprajz!!
- no wiki... ale jak... ty, no wiesz- jąkał się Neymar z czego miałam również niezły ubaw
- a nie wiem, tak samo jakoś wzięło mnie na gotowanie i oto jestem... tadam!!
- no nie mogę... mój kochany śmierdziel będzie dla mnie gotował- wykrzyknął Fabregas
- Fabs... a czy ty czasem nie mówisz o sobie??
- no ale co ci się nie podoba... teraz przecież pachnę jak prawdziwy mężczyzna
- oczywiście... wmawiaj sobie tak dalej..,
- no to trzeba to uczcić, co powiecie na małe spotkanie u mnie w domu... cały skład no i oczywiście nasze żony lub dziewczyny oraz nasze cudne pociechy??- powiedział Pique
- tak!- wszyscy krzyknęli zgodnie
- no ale ja nie wiem- powiedziałam z małym niepokojem
- ale ty tu nie masz nic do gadania, impreza jest i tyle- podsumował moją wypowiedź Gerard
- no okeej- jeszcze chwilę się razem pośmialiśmy i poszłam razem z Gerardem do jego samochodu, bo oczywiście nie pozwolił mi on iść na piechotę, a broń boże żebym jeszcze jechała jakimś transportem publicznym, a mój samochód zostanie dowieziony do Barcelony dopiero za jakieś dwa dni... dowiedziałam się również że w pracy mam się stawić po jutrze na godzinę 12.00 co mi pasowało bo miałam dużo czasu do spania, w drodze  do domu obrońcy Barcelony śpiewaliśmy przeróżne piosenki które leciały w radiu... boję się że ludzie pomyśleli że nas w tym aucie zarzynają... no ale trudno raz się żyje. wjechaliśmy do garaży i weszliśmy do domu, pierwsze co spostrzegłam wchodząc do domu to straszny bałagan... wyglądało to tak jakby  Shakira nie mogła znaleźć żadnych ciuchów w swojej szafie i poza nią, o... o wilku mowa, zaraz się wszystkiego dowiemy
- Gerard!!
- co się stało słońce??
- pamiętasz tę szkatułkę którą dostałam od twojej mamy??
- no pewnie a co z nią?
- nie mogę jej nigdzie znaleźć, a twoja mama przyjeżdża w niedziele na obiad i powiedziała że chce zobaczyć czy jest ona cała i zdrowa, problem w tym że ja nie mogę jej nigdzie znaleźć no po prostu zapadła się pod ziemie, i ja naprawdę nie wiem gdzie może być, a szukałam wszędzie nawet pod zlewem, no nie wiem może Milan gdzieś ją dał, ale on mówi że jej nie brał, co ja teraz zrobię?- mówiła jak nakręcona, zastanawiam się czy nie pobiła ona rekordu w szybkości mówienia...
- ej skarbie, przede wszystkim to ty się musisz uspokoić- powiedział Gerard i ją do siebie przytulił- a teraz przypomnij sobie gdzie widziałaś ją po raz ostatni, usiądź sobie na kanapie i pomyśl, my w tym czasie posprzątamy ten bajzel, c'nie wiki- wygłosił swoją przemowę Geri
- no jasne, nie martw się na pewno się znajdzie, przecież nie mogła od tak wyparować, racja?
-no może masz racje- odpowiedziała już spokojna Shakira
- no oczywiście że mam - powiedziałam jej i się uśmiechnęłam- no to chodź Gerard trzeba ogarnąć ten syf, w końcu dzisiaj ma być ta twoja impreza
- nie moja tylko twoja, przypominam
- jaka impreza?- zapytała się zdziwiona Shakira
- a no bo dzisiaj nasza utalentowana wiktoria- i teraz Gerard dostał w łeb- auć! dobra nieważne... jak już mówiłam wiki zdobyła dziś pracę- powiedział na co shaki pisnęła ze szczęścia- ale to nie wszystko, zgadnij gdzie...? na Camp Nou!- Geri krzyknął a Shakira o mało co mnie w tej chwili nie udusiła
-ahh... jestem z ciebie taka dumna siostrzyczko
- tak, tak wiem, ja jestem po prostu zajebista!- krzyknęłam - a tak poza tym to gdzie jest Milan?
- jeszcze w przedszkolu- odpowiedziała mi szybko Shakira
- okej my tu gadu gadu, a ten bałagan się sam nie wysprząta- ponaglił nas Gerard- dlatego ja mam pomysł, wy tu posprzątacie a ja pojadę po żarcie i alkohol na imprezę
- no jasne Pique nie ma to jak wymigać się od obowiązków, no ale już jedź, coś ci zostawimy do sprzątnięcia, nie martw się
- no to pa!! i powodzenia- krzyknął na odchodne, Shakira dała mu całusa w usta a ja mu pomachałam, shaki włączyła jakąś szybką muzykę a ja zabrałam się za sprzątanie razem szło nam bardzo szybko, została już nam tylko łazienka a w zasadzie mi, bo Shakira pojechała po tego szkraba do przedszkola, ale nie przeszkadzało mi to, przystojny pan mop umilał mi czas, gdy uporałam się już z łazienką zeszłam na dół i położyłam się na o dziwo bardzo wygodnej kanapie, niestety nie dane mi było odpocząć ponieważ po jakiś 5 minutach do salonu wbiegł Milan i zrobił sobie z mojego brzucha trampolinę, dzięki bogu Shakira zdjęła małego ze mnie śmiejąc się jak głupia po kolejnych kilku minutach do domu wparował Gerard tak obładowany jedzeniem, że z poza toreb wystawała mu tylko jego czupryna
- no witam, piękne panie i szanownego pana wiem, wiem jesteście oszołomieni moją osobą
- Geri... kto cie tak w życiu okłamał? - zapytałam się go z czego Shakira miała niezły ubaw, a Pique minę jakby miał mnie zaraz zabić, na szczęście po chwili uśmiech zawitał też na jego twarzy
- dobra moje drogi teraz trzeba wszystko przygotować
- poprawka- powiedziała moja siostra- TY musisz wszystko przygotować, mu posprzątałyśmy cały dom
- ale to niesprawiedliwe...- mówił z miną zbitego psiaka
- no widzisz life is brutal- powiedziałam
- my idziemy się szykować, to w końcu impreza... co nie wiki?
-hah.. oczywiście... powodzenia!- powiedziałam mu dokładnie to co on powiedział nam gdy wychodził z domu na zakupy... razem z Shakirą i Milanem, weszliśmy na piętro i zaczęliśmy nasze przygotowania...
- no i jak myślisz Milan, w tym mi będzie ładnie- zapytałam się małego
- ciociu pseciez tobie jest we wsystkim ładnie, pamiętas
-ojj... no chodź tu niech cię uściskam, powiedziałam do słodkiego szkraba i wzięłam go w objęcia- no to ma to ubrać... tak?- mały twierdząco pokiwał głową z czego Shakira zaczęła chichotać
- ej wiki, jak to jest że trzy letni chłopczyk udziela ci porad modowych??
- a wiesz wspaniale, mówię ci to kiedyś będzie projektant
- no pewnie... po mamusi!- wykrzyknęła shaki
po skończonych przygotowaniach które nawiasem mówiąc u mnie trwały zaledwie pół godziny gdyż ani się nie malowałam, ani nie zakładałam sukienki, stwierdziłam że będzie mi niewygodzie, Shakira niestety nie była z tego powody zachwycona... a tak w ogóle to wyglądała zajebiście, nie wiem nawet jak tak można wyglądać... gdybym była chłopakiem, zazdrościłabym Gerardowi takiej narzeczonej
- dobra wiki impreza zacznie się za 10 minut także chyba możemy zejść na dół niektórzy już powinni być- tak jak powiedziała Shakira zeszłyśmy na dół nie zapominając oczywiście o Milanie... okazało się że połowa składu Fc Barcelony już jest na dole, nie powiem ale przeraziłam się, oczywiście poznałam już cały skład, ale nie poznałam ich kobiet oraz dzieci, ale mam stracha wszyscy przedstawiali mi się po kolei, ale mogę się założyć że nie pamiętam ich imion, najbardziej do gustu przypadła mi anto... bo tak prosiła by na nią mówić, żona Messiego, fantastycznie się z nią rozmawiało, właśnie słyszę jak ktoś woła mnie w tłumie okazuje się to być Gerard obok którego stoi Ney... a dalej WOW... tak krótkiej kiecki to ja jeszcze nie widziałam... a może ona kupiła ją w dziale dziecięcym?? mimo wszystko podeszłam do niech
- hej wiki Ney powiedział i się do mnie przytulił, nie powiem było to przyjemne uczucie, to ciepło które od niego biło... STOP! ogarnij się Santos.. powiedziałam do siebie w myślach- pozwól że przedstawie ci moją dziewczynę... Bruna poznaj Wiki... Wiki poznaj Brunę
- miło mi -powiedziałam i wystawiłam do niej rękę na którą w ogóle nie zareagowała... suka
- tak tak mnie też, Ney możemy już stąd iść, wieje nudą- powiedziała od niechcenia Bruna, och, ja już czuję że my się nie polubimy złotko, pomyślałam
-miałam już jej coś powiedzieć, ale przerwał mi Gerard
- no to co kochani tam jest bar, a jeśli chcecie potańczyć, to tam aktualnie jest parkiet...-powiedział i uśmiechnął się do nas, za rada mojego przyjaciela podeszłam do baru wzięłam sobie jakiegoś kolorowego drinka, który był przepyszny, niestety nie było mi dane delektować się tym napojem zbyt długo
- można prosić do tańca- usłyszałam nad sobą, gdy podniosłam głowę do góry, ujrzałam rozpromienioną twarz Daniego
- ależ oczywiście- poszliśmy na parkiet, okazało się że dani jest tak samo utalentowanym tancerzem co ja... co oznacza że robiliśmy przeróżne wygibasy kompletnie nie do rytmu muzyki
- hej dani tak w ogóle to gdzie są wszystkie dzieciaki...
- są  w innym pokoju, bawią się razem, a my możemy spokojnie tańczyć, oczywiście od czasu do czasu każdy tak zagląda żeby zobaczyć czy wszyscy jeszcze żyją- powiedział i zaśmiał się, najprawdopodobniej z mojej miny, dani miał jeszcze coś powiedzieć ale przeszkodził mu inny głos
- odbijamy...- i takim oto sposobem tańczę teraz z Barcelońską 11, i wiecie co... cholernie mu zazdroszczę, gdzie on się nauczył tak tańczyć, przetańczyliśmy jeszcze kilka piosenek, podczas których gadaliśmy o różnych pierdołach, właśnie puścili cudowną balladę, a ja nie wiedzieć co zrobić stałam tam jak kołek, na szczęście Neymar mnie uratował, położył moje ręce na jego karku, a sam swoje umieściła na moich biodrach, uczucie jakiego wtedy doznawałam było wspaniałe, jeszcze te jego cudowne oczy które przeszywały moją twarz na wylot, po skończonej piosence powiedziałam Neyowi że muszę wyjść na chwilę na świeże powietrze, zaproponował mi że pójdzie ze mną, podeszliśmy do huśtawki zawieszonej na drzewie
- siadaj to cię pohuśtam- powiedział a ja spełniłam jego prośbę
- patrz jakie cudowne niebo- powiedziałam cicho z głową uniesioną do góry, zatrzymałam huśtawkę i położyłam się na przyjemnie zimnej trawie
- tak, jest cudowne- powiedział Ney kładąc się obok mnie- czasami lubię patrzeć na niebo skrywa w sobie tyle tajemnic, tajemnic o których nigdy nie dane nam będzie się dowiedzieć
- ale przez to staje się ono jeszcze cudowniejsze, prawda?
-dokładnie, wiesz kiedy byłem mały, mama zawsze powtarzała mi że gdy będę miał jakiś problem, żebym spojrzał w niebo, wtedy odpowiedź sama przyjdzie mi od tak
-a moja mówiła, że nie ważne jak coś jest daleko, ważne jest by pamiętać o tym, mówiła mi to na przykładzie gwiazd, niby tak daleko, ale jak o nich mocno pomyślimy, to będą blisko- mówiłam i czułam moje wilgotne oczy, neymar spojrzał na mnie smutnym wzrokiem
- ej co jest... nie płacz, brzydko ci kiedy płaczesz- powiedział pocieszająco
- ehh... ale to jest takie trudne...
- jak chcesz to możesz mi o tym powiedzieć
- przepraszam ale jeszcze nie jestem gotowa
- rozumiem... tylko już nie płacz, bo ja też zaraz zacznę- powiedział a aj się zaśmiałam- no widzisz, o wiele lepiej- przybliżył dłonie do moich policzków i starł jeszcze łzy które się na nich pojawiły, i wtedy się stało, popatrzyłam w jego oczy w których widziałam małe płomyki oraz... troskę? sama już nie wiem, Neymar spojrzał na moje usta... co my do cholery robimy przecież on ma dziewczynę... ale te jego oczy, takie cudowne, gdy nasze twarze dzieliły od siebie milimetry, coś albo ktoś nam przerwał... z czego byłam zadowolona, ale też zła? tym kimś okazał się być wstawiony Fabs, który zataczał się do żywopłotu, żeby jeśli się nie mylę zwrócić dzisiejszy alkohol, nagle zawiał zimny wiatr, przez co na moim ciele pojawiła się gęsia skórka i przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz
- wracajmy do środka bo jeszcze mi się tu przeziębisz kruszyno - czy on się o mnie martwi??
-okej...
- ruszyliśmy w ciszy, ale nie takiej niezręcznej, gdy weszliśmy do środka przywitał mnie piekący w nozdrza zapach alkoholu, odczułam potrzebę pójścia spać, byłam padnięta, na dodatek jeszcze te emocje z naszym NIE pocałunkiem, zdecydowanie muszę odreagować snem
- Ney dzięki, przyjemnie się rozmawiało, mam nadzieję że jeszcze to powtórzymy...
- ja z miłą chęcią, to może po jutrze po treningu... wyskoczymy na "zapoznawczą" kawę, co ty na to
- z miłą chęcią już się nie mogę doczekać i - nie dane mi było skończyć bo do Neya podeszła ten długowłosy kij czyt. Bruna, od razu zatopiła w nim swoje wargi, a ja poczułam ukucie... zazdrości?? niee... to na pewno nie to... szybko chciałam stracić ich z oczu więc wspięłam się schodami na górę i bez żadnego przebrania padłam na łóżko... miałam piękny sen...




muhahaha jestem okropna... denerwuje mnie to że opisuje tylko jeden dzien tak długo, ale wydaje mi się że jekbym to robiła krucej, to wszystko działoby się za szybko... jak myślicie?? mam nadzieję że to chociaż odrobinę wam się podoba, ale tak ogulnie to jestem zadowolona z tego rozdziału... i WOW mam już cztery komętarze jak to zobaczyłam to od razu zaczęłam pisać ten rozdział... zeszło mi jakieś 2 godziny, ale było warto, mam nadzieję że docenicie moją prace, pozdrawiam wszystkich z całego serca, całuski... PS. rozdział niesprawdzany :P

czwartek, 4 czerwca 2015

rozdział 10 z podziękowaniami...



Wiki POV:
obudziłam się o godzinie 9.00 wypoczęta jak nigdy, czułam że to ten dzień, dziś zdobędę pracę i nikt mnie nie powstrzyma... jeny brzmię jak seryjny morderca. wstałam i weszłam do mojej łazienki szybko się ubrałam i swoje falowane włosy związałam w słodką kitkę, nałożyłam jeszcze lekki makijaż. zbiegłam schodami do kuchni ii... uwaga będzie odmiana, zjadłam kanapki z Nutellą, mniam. w domu było dość cicho z czego stwierdziłam że albo wszyscy jeszcze śpią albo gdzieś wyszli. popatrzyłam na zegarek była godzina 10.28 czyli miałam jeszcze dużo czasu do wyjścia dlatego wyłożyłam się wygodnie na kanapie i włączyłam telewizor, nie zgadniecie co leciało w telewizji, otóż jakaś hiszpańska telenowela... nie ma niestety nic innego do oglądania więc postanowiłam już zostawić na tym. po skończonym programie była godzina 11.50 postanowiłam już zacząć się zbierać żeby się przypadkiem nie spóźnić. założyłam moje czarne vansy i ruszyłam w stronę stadionu. przed wejściem roiło się od napalonych fanów piłki nożnej, no nie powiem byłam trochę przerażona, bo bałam się że jeszcze mnie ktoś stratuje i co wtedy będzie, nie dostanę mojej pracy, udałam się w stronę tylnego wejścia o którym wiedzieli tylko pracownicy camp nou no i oczywiście ja, razem z fabsiem odkryliśmy to przejście jak byłam tu jeszcze za pierwszym razem, prześlizgnęłam się niezauważona przez żadnego pracownika obsługi i już z daleka widziałam wielki napis recepcja udałam się tam tak jak wczoraj przyjmowała tam ta miła kobieta która miała dziś na sobie białą bluzkę i granatowe eleganckie spodnie, dlatego pomyślałam sobie że może nie ubrałam się zgodnie z odpowiednią porą bo miałam na sobie krótkie dżinsowe spodenki i czarny top a na to założoną bluzkę w szeroką kratę, no ale cóż raz się żyje pomyślałam...
-dzień dobry, pamięta mnie pani, byłam tu wczoraj w związku z stanowiskiem pracy
-tak oczywiście że panią pamiętam, zjawiła się pani trochę wcześniej ale to nie problem, a nawet lepiej, będzie miała pani więcej czasu na przygotowanie się, ale od razu panią uprzedzam, nie ma pani jeszcze zapewnionej pracy, to jest próba, gdyż jeszcze oprócz pani na to stanowisko zjawiła się druga osoba, sprawdzimy was oboje- no to teraz brawa... dlaczego ona mówi mi o tym dopiero teraz, mogłam o tym wiedzieć wczoraj i... moje rozmyślania ponownie przerwała ta sama kobieta- waszą prace ocenia pani Marta, jak już się pani dowiedziała wczoraj, ale oprócz tego potrawy będą oceniane prze cały skład fc barcelony wiec musi pani wpaść w ich gust- co ona ma z tą pani?? czuje się tak staro wtedy
-tak rozumiem i przysięgam że nie stracicie ze mną czasu
-miejmy taka nadzieje...- czy ja mówiłam wcześniej że ona jest miła?? tak ? w takim razie cofam swoje słowa tao najwredniejsza osoba jaką do tej pory poznałam, a do tego ma wyraz twarzy jakby ktoś jej tam do niej nasrał za przeproszeniem...- niech pani idzie schodami na dół, a potem może jakoś pani dotrze do kuchni, jak się pani zgubi to nie moja sprawa
- och... niech się pani tak mną nie przejmuje... jakoś sobie poradzę- powiedziałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy i ruszyłam w stronę schodów, szłam jakiś kawałek aż w końcu dotarłam do końca mojej podróży, weszłam do środka i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to wielkie garnki, leżące dosłownie wszędzie... na szafkach na kuchence... a te już brudne znajdowały się na podłodze oprócz tego było tu czuć przeróżne zapachy... od ostrości po słodkości, przy jednej z kuchenek stała niska kobieta z włosami związanymi w wysokiego kucyka. postanowiłam podejść i się przedstawić
- dzień dobry- uśmiechnęłam się i wyciągnęłam przed siebie rękę na przywitanie
- och, witaj!- starsza kobieta oddała mi uśmiech i uścisnęła moją dłoń, było mi niezmiernie miło
- miałam się tu stawić, gdyż mam tu walczyć o nową pracę... dobrze trafiłam?
-tak słońce, tam będzie twoje miejsce pracy jak na dzisiejszy dzień- wskazała palcem na miejce w którym była kuchenka, szafka i wszystkie możliwe przyrządy które mogą mi się przydać- lecz niestety musimy poczekać na drugą osobę, bo bez niej nie możemy zacząć... a ona chyba właśnie się spóźnia- mówiła już poirytowana starsza pani, z czego wywnioskowałam że nie znosi ona gdy ktoś się spóźnia, hah punkt dla mnie
- zaraz na pewno przjdzie proszę pani- powiedziałam pocieszającą
- złotko, nie mów mi pani tylko Marta
-ach to pani ma dzisiaj nas oceniać
- spokojnie, nie przejmuj się aż taka surowa to ja nie jestem- powiedziała żartobliwie staruszka
- w takim razie miło poznać, mam na imię wiki
- wiktoria... śliczne imię- na wypowiedziane przez nią moje pełne imię, od razu się skrzywiłam, nie cierpię gdy ktoś tak do mnie mówi, najlepiej jak mi się mówi wiki- co się dzieje, wyglądasz jakbyś zjadła co dopiero z kilogram cytryny...
- nie poprostu wole jak mówi się do mnie wiki- właśnie do kuchni wpadła jakaś wytapirowana laska, która na twarzy miała z kilo tapety, jak nie więcej... o boziuu... jak ona się na tych butach nie wywróciła, mają chyba z 20 cm, ale to i tak nie było najgorsze, bo gdy spojrzałam na jej palce zaczęłam się śmiać jak głupia, a ona patrzyła na mnie jak na osobę chora psychicznie.... no ale trudno, już tłumaczę, otóż piękna pani barbie miała na palcach tak wielkie tipsy, że nie wiem jak ona ma zamiar cokolwiek pokroić albo nawet pomieszać, oo... w końcu się odezwała
- przezpraszam za spóźnienie, ale fryzjer trochę dłużej musiał mi fryzurę robić- Marta zaczęła rozmawiać z naszą słodką paniusią a ja przyglądałam się temu z boku, dowiedziałam się że ma ona na imię Sharlotte, u mnie już jest szarlotką
- dobrze dziewczyny, skoro już obydwie wszystko wiecie to zabieracie się do pracy, sharlotte ty będziesz miała do pomocy Toma, Ashley, Harrego i Matta... a ty wiki Jesse, Luka, Josha i sama, życzę wam powodzenia Ashley od razu pobiegła do swojego stanowiska pracy, a ja postanowiłam najpierw zapoznać się z moja załogą
- hej wszystkim, mam na imię wiki a wy too??
- ja jestem Jessica!- powiedziała wysoka blondynka z promiennym uśmiechem
-a ja Luke- powiedział baaardzo wysoki chłopak z blond włosami i kolczykiem w uchu
- miło poznać jestem sam- powiedział średniego wzrostu brunet z włosami postawionymi na żelu
- Josh... ja to ten najprzystojniejszy- powiedział i uśmiechnął się zawadiacko, był on szatynem z włosami również postawionymi na żelu jednak on charakteryzował się przeróżnymi tatuażami na swoim ciele
- okej no to skoro już się poznaliśmy musimy przejść do rzeczy, na początku trochę mi pomożecie, a mianowicie chcę się od was dowiedzieć co oni najbardziej lubią jeść?
- niedawno po raz pierwszy zrobiliśmy naleśniki... poszły wszystkie, a oni skarżyli się że zrobiliśmy ich za mało
- okej czyli drugie danie już jest..- powiedziałam zadowolona- została już tylko zupa, bo na deser chyba zrobię im zwykłą szarlotkę z lodami- szarlotka skąd ten pomysł??
-to może pomidorowa z makaronem, to jest tam ze stron polskich??
- genialne!!- krzyknęłam- to teraz trzeba rozdzielić zadania... ja zajmę się naleśnikami
- to ja wezmę zupę- powiedział Luke
- nie ma sprawy, obyś jej tylko nie spieprzył...
- a co nie wierzysz we mnie?- zapytał rozbawiony
- no właśnie wierze i w tym jest problem- powiedziałam równie rozbawiona co on
- to my zajmiemy się szarlotką... masz szczęście że potrafię robić domowe lody- powiedział Josh a Jessica mu zawturała
-chodź sam ty mi pomożesz z naleśnikami- powiedziałam do chłopaka który stał obok mnie
- okej... jakie robimy nadzienie?- zapytał się mnie
- no właśnie jakie?
- a może by tak jedne z nutellą, drugie ze serem, a jeszcze inne z dżemem??
- genialny pomysł mój pomocniku- powiedziałam do Sama, zaczęliśmy gotować piec i smażyć wszystkie rzeczy, oczywiście nie obeszło się bez śmiechu, a wszystkiemu przyglądała nam się Marta z równie promiennym uśmiechem co nasze, ludzie z grupy Ashley tez przyglądali nam się z radością ii... zazdrością?? nieważne zbliżała się już pora obiadu, a my z samem mieliśmy już ponad 150 naleśników dlatego postanowiliśmy zacząć je już smarować, od czasu do czasu patrzyłam jak radzą sobie inni i powiem wam że radzili sobie świetnie wszystko wyglądało i smakowało świetnie... będę załamana jeśli okaże się że przegramy i stracę tę pracę no ale nieważne już powoli kończyliśmy smarować naleśniki, teraz trzeba było je tylko zajebiście udekorować, ale co to dla mnie?
- uwaga!! krzyknęła pani Marta- nasi piłkarze właśnie skończyli trening iii... są piekielnie głodni
- hej wiki!! daliśmy rade wszystko jest już gotowe... teraz tylko świętować
- heh... Josh ty się tak nie rozpędzaj, bo jeszcze nic nie wiadomo
- ale no co?? ja jestem pewny że wygrasz, poza tym moja szarlotka jest zajebiasta, jak nie więcej
-aleś ty skromny... wiesz?
- no wiem... ale przestań bo się zarumienię- powiedział i obydwoje się zaśmialiśmy
NA SALI PIQUE POV :
- uuu... już się nie mogę doczekać podobno dziś gotowały jakieś nowe osoby które mają zająć miejsce Kiry
- nooo...- odpowiedział mi messi
- o! patrzcie- krzyknął fabsiu- jedzenie idzie!!
- a ty zawsze tylko o jednym- powiedział mu żartobliwie neymar- dziewczynę byś se znalazł a nie... tylko jedzenie
- a po co komu dziewczyna jak ma się jedzenie?
- fabs??- powiedziałem a ona się na mnie popatrzył- załamujesz,- i wtedy dostaliśmy pod nosy jakąś bordowa papkę ii...- pomidorowa!- powiedziałem na głos
- nie gadaj... jak ja jej dawno nie jadłem- powiedział do mnie ney- o matko... jakie to jest dobre... rety- poszedłem za przykładem neya i też spróbowałem... czy było dobre?? niee...to było zajebiste, chwila i wszyscy kończyliśmy jeść.. tego bordowego chłodnika?? chyba tak... nie chciałem nawet tykać za chwile doszło do nas drugie dania
- no nie mogę czy wy to też widzicie... przecież to są naleśniki- powiedział rozmarzony leo
- ej ale to drugie też nie jest złe.. to chyba jest ryż z warzywami i kurczakiem... spróbuję- powiedział marc bartra, wziął do buzi trochę i niespodziewanie wypluł- o boże to smakuje jak pomyje... o fuuu...- powiedział zniesmaczony- dajcie mi tu szybko jakiegoś naleśnika... gdy na talerzu został już tylko jeden naleśnik popatrzyliśmy na siebie, groźnymi wzrokami
-moje!!- krzyknął fabs
- nie bo moje!!- zawołał neymar i szybko polizał ostatniego naleśnika- polizane, zatrzymane!!
- to nie fair!!- krzyknęliśmy wszyscy razem
-fair ma być tylko na boisku
na sam koniec otrzymaliśmy muffinki z warzywami... okej?? i szarlotkę z lodami, chyba każdy wie co wybraliśmy
po skonczońym obiedzie na środek sali weszła nasza kochana Marta z werdyktem
- kochani... oświadczam iż waszą nową kucharką jest wiki Santos...- powiedziała Marta, a nam wszystkim  kopara opadła na ziemie gdy skapnęliśmy się o kogo chodzi





ten rozdział taki nudny, nie ma w nim prawie w ogóle Nymara, ale obiecuje że w następnym rozdziale będzie się działo... oj będzie xd czekam na komentarze ii... jest mi cholernie miło podziękować za pierwszy komentarz, nawet nie wiesz jaka byłam szczęśliwa gdy zobaczyłam że ktoś skomentował mój blog... poprostu skakałam wtedy po ścianach... jeszcze raz BARDZO BARDZO DZIĘKUJE!!    dziś nie będzie suchara... XD

wtorek, 2 czerwca 2015

rozdział 9

-wiki?!
- rafaela?!
Krzyknęłyśmy równocześnie
- ile ja cie nie widziałam... będzie ze trzy lata, ale ty wyładniałaś
- proszę cię, przecież ja zawsze byłam piękna
- ach no tak zapomniałam, co ty robisz w Barcelonie??
-przeprowadziłam się tu kilka dni temu, aktualnie idę szukać pracy
-naprawdę? Czemu nie powiedziałaś mi wcześniej?
- a, bo to była taka spontaniczna decyzja
- a gdzie mieszkasz? No nie mów że w jakimś hotelu
- nie no coś ty, Shakira by mnie chyba zabiła
-a no właśnie bo wy jesteście siostrami... głupia ja
- z grzeczności nie zaprzecze
- ejj!!
- no przecież wiesz że żartuje
- no przecież, to może po twoim poszukiwaniu pracy wybrałybyśmy się na mały shopping??
- shoppingu z tobą nie mogę odmówić
- to ja ci pomogę się odnaleźć w tym przepięknym mieście, co ty na to.. hymmm...??
- byłabym ci bardzo wdzięczna
Szłyśmy i gadałyśmy o starych i nowych czasach, dowiedziałam sie że rafa studiuje prawo i że już została ciocią, podczas spaceru dotarłyśmy do najcudowniejszego miejsca na ziemi, a mianowicie camp nou... wiem wiem już wam o tym mówiłam ale to jest poprostu niesamowite miejsce, z daleka mogłam zobaczyć sylwetkę, jakże miłego ochroniarza
- stefan!!- krzyknęłam do niego, co prawda nie ma on tak na imie ale jakoś tak do niego pasuje, za to rafaela patrzyła sie na mnie jak na kogoś psychicznie chorego, no ale nie twierdze że tak nie jest
- wiki, że tak sie spytam, ale co ty odpierdalasz?
- no nic to mój dobry znajomy, poznaliśmy się wczoraj
- okej nie wnikam, ale czy ona aby na pewno ma na imie stefan??
- no nie, ale dla mnie to już na zawsze będzie stefan
Podeszłyśmy do mojego kolegi, i zaczęłyśmy z nim rozmawiać
- cześć
- cześć wiki, to ty do mnie krzyczałaś ??
- no a kto inny?
- ach no nieważne, mam na imie poul
- wiem widziałam wczoraj na plakietce... ale mi pasuje stefan
- och no chyba że tak, to co was piękne panie do mnie sprowadaza, no bi chyba nie moja uroda
- nie jest aż tak źle- pocieszyła go rafa, a no właśnie..
- poul poznaj rafe, rafa poznaj poula
- niezmiernie mi miło
- mi także- odpowiedziała Rafaela
- wiesz potrzebuje twojej pomocy- zwróciłam sie do stefana
- zamieniam sie w słuch
- szukam pracy, i zastanawiam sie czy wiesz może gdzie poszukują jakiś kucharek, kelnerek albo coś w tym stylu
- ej a wiesz że widziałem takie ogłoszenie, i to chyba nawet tu na stadionie, podejdź do recepcji tam na pewno wszystkiego sie dowiesz
- bardzo ci dziękuję, niesamowicie mi pomogłeś
- polecam sie na przyszłość, powodzenia
- dziękuję przyda sie - uśmiechnęłyśmy sie do niego, oraz pomachałyśmy mu
- wiki ty to masz szczęście, jak teraz znajdziesz prace to ty już wychodzisz na prostą,
- heh nie przesadzaj, przecież to tylko praca
- ale gdzie
- no właśnie wiem, szczyt marzeń, ale sie nie nastawiam, bo mogą mnie nie przyjąć i wtedy co będzie??
- pogadasz z pique
- co to to nie, nigdy w życiu nie zdobędę pracy dzięki rodzinie i znajomościach, wole sama dąrzyć do własnego sukcesu
- oj no wiki wiem, ty taka niezależna jesteś, no ale nieważne chodź tam pisze recepcja
Podeszłyśmy kawałek i ja zaczęłam
- dzień dobry poszukuje pracy i dowiedziałam sie że są tutaj osoby potrzebne na stanowisko kucharza, chciałam sie dowiedzieć czy to jest jeszcze aktualne?
- jak najbardziej, jakie są pani predyspozycje
-ukończyłam szkołę gastronomiczną
-czyli potrafi pani gotować dużo rzeczy, prosze przyjść jutro, dopiero wtedy ocenimy czy nadaje sie pani na to stanowisko, będzie pani gotować dla całego składu piłkarskiego, oczywiście nie sama, będzie pani pod okiem pani marty, najlepszej kucharki w Barcelonie, niech sie pani nie przejmuje to bardzo uprzejma osoba.
- dziękuję bardzo, nie zawiedzie się pani, o której mam sie zjawić?
- jutrzejszy trening zaczyna sie o godzinie 12 więc bardzo proszę być o godzinie 12.30 by moc sie dobrze przygotować
- jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia
- dowidzenia
Razem z rafaelą wyszłyśmy ze stadionu z uśmiechami, ja z powodu pracy a rafaela z...
- czas na shopping!!- wydarła sie jak poparzona
- no jasne że czas
- piechota czy autobus??
- jest taki ładny dzień, czemu nie możemy sie przejść i pooglądać jakiś wysportowanych ciach, hymmm... ??
- wiesz wiki właściwie to czemu nie...
Wybrałyśmy drogę przez park ponieważ po pierwsze mniej tam świeci słońce i jest to krutsza droga, według rafy. Szłyśmy tak przez jakieś 10 minut gadając o typowo babskich sprawach. Gdy dotarłyśmy do ogromnej galerii najpierw postanowiłyśmy iść do H&M są tam chyba najtańsze i najładniejsze rzeczy, a na takich nam właśnie zależało, skończyło sie na tym że stałyśmy przed lustrem robiąc dziwne miny do telefonu, gdy byłyśmy już zdrowo padnięte rafa postanowiła zaproponować nam zasłużoną kawę, ja zamówiłam mrożoną kawę, a moja przyjaciółka latte makiato( bladego pojęcia nie mam jak sie to pisze) po wypiciu kawy zebrałyśmy sie opakowane jak wielbłądy, postanowiłyśmy zamówić taksówkę najpierw podjechaliśmy pod mój dom
- ej wiki zadzwonie do ciebie, trzeba jakoś nadrobić ten stracony czas, to jakaś kawa w najbliższym czasie??
- ooo... tak kawa musi być, ja też się za tobą bardzo stęskniłam
- weź bo się jeszcze rozrycze i co wtedy będzie?
- będę się z ciebię nabijać
- ha ha ha... bardzo śmieszne
- no wiem...- przytuliłyśmy się na porzegnanie a ja weszłam do domu w progu staną mi Gerard
- a gdzie to się włuczymy, wyszłaś z domu o 9 a jest godzina 20 czy ty nie wiesz o której godzinie sie wraca do domu??
- hahahahaha Gerard teraz to żeś dopierdolił- śmiałam sie jak niezrównoważona osoba, na co Gerard mi zawtórał
- dobra to było głupie, a teraz to tak na serio to gdzieś ty tyle była
- spotkałam moją najlepszą przyjaciółke jeszcze z czasów podstawówki, i wybrałyśmy sie na mały shopping- powiedziałam i podniosłam moje torby do góry
- aha no na pewno to jest mały shopping...
- no przecież ci mówie niee... a teraz wybacz jestem totalnie wypompowana z jakiegokolwiek życia i marze tylko o łużku...
- okej, powiedz mi tylko, czy pójdziesz jutro ze mną na trening?
- wybacz ale jutro nie mam czasu ani siły
- heh nie ma sprawy- przechodząc przez salon pomachałam trzem roześmianym mordom na przywitanie, a byli to Neymar, fabs i leo, grali w fife
- hej wiki przyłączysz sie do nas
- może bym to zrobiła, tyle że jestem padnięta... wybczcie- powiedziałam i ruszyłam w stronę schodów
- miłych snów...- usłyszałam jeszcze tylko z sobą i mogę przysiądz że mówił je ney, gdy dotarłam do pokoju od razu żuciłam sie na łóżko i usnęłam
Neymar POV:
Miłych snów- powiedziałem... rety ale ze mnie debil... miłych snów... nie stać cie na więcej, wiki nie wydaje sie już na mnie zła... ale nie powiem zaskoczyła mnie i równocześnie zaintrygowała mi gdy odmówiła mi wyjścia na kawę... no bo jeszcze nikogo takiego nie spotkałem, ona jest inna od wszystkich dziewczyn jakie poznałem, o nią jest warto walczyć... z moich przemyśleń wyrwali mnie moi kumple, mówiąc że teraz jest moja kolej grania





Hej hej hej... tak dawno mnie tu nie było... no ale najprawdopodobniej nikt tego ne czyta, no ale nieważne tak czy siak dodaje nowy rozdział, cóż, na pewno nie chce wam się tego czytać i najprawdopodobniej tego nie robicie, no ale trudno... dosyć użalania się nad sobą, czekam na komy jak nie to foch xd żartuje spokojnie, ale tak na serio to czekam na komentarze, nawet jeden...



A TERA SUCHAR:
jak nazywa sie specjalista od owiec??

























fachowiec
XD mało zabawne ale niestety mówi sie trudno, musze jednak napisać HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHs