Wiki POV:
obudziłam się o godzinie 9.00 wypoczęta
jak nigdy, czułam że to ten dzień, dziś zdobędę pracę i nikt mnie nie
powstrzyma... jeny brzmię jak seryjny morderca. wstałam i weszłam do mojej
łazienki szybko się ubrałam i swoje falowane włosy związałam w słodką kitkę,
nałożyłam jeszcze lekki makijaż. zbiegłam schodami do kuchni ii... uwaga będzie
odmiana, zjadłam kanapki z Nutellą, mniam. w domu było dość cicho z czego
stwierdziłam że albo wszyscy jeszcze śpią albo gdzieś wyszli. popatrzyłam na
zegarek była godzina 10.28 czyli miałam jeszcze dużo czasu do wyjścia dlatego
wyłożyłam się wygodnie na kanapie i włączyłam telewizor, nie zgadniecie co
leciało w telewizji, otóż jakaś hiszpańska telenowela... nie ma niestety nic
innego do oglądania więc postanowiłam już zostawić na tym. po skończonym
programie była godzina 11.50 postanowiłam już zacząć się zbierać żeby się
przypadkiem nie spóźnić. założyłam moje czarne vansy i ruszyłam w stronę
stadionu. przed wejściem roiło się od napalonych fanów piłki nożnej, no nie
powiem byłam trochę przerażona, bo bałam się że jeszcze mnie ktoś stratuje i co
wtedy będzie, nie dostanę mojej pracy, udałam się w stronę tylnego wejścia o
którym wiedzieli tylko pracownicy camp nou no i oczywiście ja, razem z fabsiem
odkryliśmy to przejście jak byłam tu jeszcze za pierwszym razem, prześlizgnęłam
się niezauważona przez żadnego pracownika obsługi i już z daleka widziałam
wielki napis recepcja udałam się tam tak jak wczoraj przyjmowała tam ta miła
kobieta która miała dziś na sobie białą bluzkę i granatowe eleganckie spodnie,
dlatego pomyślałam sobie że może nie ubrałam się zgodnie z odpowiednią porą bo
miałam na sobie krótkie dżinsowe spodenki i czarny top a na to założoną bluzkę
w szeroką kratę, no ale cóż raz się żyje pomyślałam...
-dzień dobry, pamięta mnie pani, byłam tu
wczoraj w związku z stanowiskiem pracy
-tak oczywiście że panią pamiętam,
zjawiła się pani trochę wcześniej ale to nie problem, a nawet lepiej, będzie
miała pani więcej czasu na przygotowanie się, ale od razu panią uprzedzam, nie
ma pani jeszcze zapewnionej pracy, to jest próba, gdyż jeszcze oprócz pani na
to stanowisko zjawiła się druga osoba, sprawdzimy was oboje- no to teraz
brawa... dlaczego ona mówi mi o tym dopiero teraz, mogłam o tym wiedzieć
wczoraj i... moje rozmyślania ponownie przerwała ta sama kobieta- waszą prace
ocenia pani Marta, jak już się pani dowiedziała wczoraj, ale oprócz tego
potrawy będą oceniane prze cały skład fc barcelony wiec musi pani wpaść w ich
gust- co ona ma z tą pani?? czuje się tak staro wtedy
-tak rozumiem i przysięgam że nie
stracicie ze mną czasu
-miejmy taka nadzieje...- czy ja mówiłam
wcześniej że ona jest miła?? tak ? w takim razie cofam swoje słowa tao
najwredniejsza osoba jaką do tej pory poznałam, a do tego ma wyraz twarzy jakby
ktoś jej tam do niej nasrał za przeproszeniem...- niech pani idzie schodami na
dół, a potem może jakoś pani dotrze do kuchni, jak się pani zgubi to nie moja
sprawa
- och... niech się pani tak mną nie
przejmuje... jakoś sobie poradzę- powiedziałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy
i ruszyłam w stronę schodów, szłam jakiś kawałek aż w końcu dotarłam do końca
mojej podróży, weszłam do środka i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to wielkie
garnki, leżące dosłownie wszędzie... na szafkach na kuchence... a te już brudne
znajdowały się na podłodze oprócz tego było tu czuć przeróżne zapachy... od
ostrości po słodkości, przy jednej z kuchenek stała niska kobieta z włosami
związanymi w wysokiego kucyka. postanowiłam podejść i się przedstawić
- dzień dobry- uśmiechnęłam się i
wyciągnęłam przed siebie rękę na przywitanie
- och, witaj!- starsza kobieta oddała mi
uśmiech i uścisnęła moją dłoń, było mi niezmiernie miło
- miałam się tu stawić, gdyż mam tu
walczyć o nową pracę... dobrze trafiłam?
-tak słońce, tam będzie twoje miejsce
pracy jak na dzisiejszy dzień- wskazała palcem na miejce w którym była
kuchenka, szafka i wszystkie możliwe przyrządy które mogą mi się przydać- lecz
niestety musimy poczekać na drugą osobę, bo bez niej nie możemy zacząć... a ona
chyba właśnie się spóźnia- mówiła już poirytowana starsza pani, z czego
wywnioskowałam że nie znosi ona gdy ktoś się spóźnia, hah punkt dla mnie
- zaraz na pewno przjdzie proszę pani-
powiedziałam pocieszającą
- złotko, nie mów mi pani tylko Marta
-ach to pani ma dzisiaj nas oceniać
- spokojnie, nie przejmuj się aż taka
surowa to ja nie jestem- powiedziała żartobliwie staruszka
- w takim razie miło poznać, mam na imię
wiki
- wiktoria... śliczne imię- na
wypowiedziane przez nią moje pełne imię, od razu się skrzywiłam, nie cierpię
gdy ktoś tak do mnie mówi, najlepiej jak mi się mówi wiki- co się dzieje,
wyglądasz jakbyś zjadła co dopiero z kilogram cytryny...
- nie poprostu wole jak mówi się do mnie
wiki- właśnie do kuchni wpadła jakaś wytapirowana laska, która na twarzy miała
z kilo tapety, jak nie więcej... o boziuu... jak ona się na tych butach nie
wywróciła, mają chyba z 20 cm, ale to i tak nie było najgorsze, bo gdy
spojrzałam na jej palce zaczęłam się śmiać jak głupia, a ona patrzyła na mnie
jak na osobę chora psychicznie.... no ale trudno, już tłumaczę, otóż piękna
pani barbie miała na palcach tak wielkie tipsy, że nie wiem jak ona ma zamiar
cokolwiek pokroić albo nawet pomieszać, oo... w końcu się odezwała
- przezpraszam za spóźnienie, ale fryzjer
trochę dłużej musiał mi fryzurę robić- Marta zaczęła rozmawiać z naszą słodką
paniusią a ja przyglądałam się temu z boku, dowiedziałam się że ma ona na imię Sharlotte, u mnie już jest szarlotką
- dobrze dziewczyny, skoro już obydwie
wszystko wiecie to zabieracie się do pracy, sharlotte ty będziesz miała do
pomocy Toma, Ashley, Harrego i Matta... a ty wiki Jesse, Luka, Josha i sama,
życzę wam powodzenia Ashley od razu pobiegła do swojego stanowiska pracy, a ja
postanowiłam najpierw zapoznać się z moja załogą
- hej wszystkim, mam na imię wiki a wy
too??
- ja jestem Jessica!- powiedziała wysoka
blondynka z promiennym uśmiechem
-a ja Luke- powiedział baaardzo wysoki
chłopak z blond włosami i kolczykiem w uchu
- miło poznać jestem sam- powiedział
średniego wzrostu brunet z włosami postawionymi na żelu
- Josh... ja to ten najprzystojniejszy-
powiedział i uśmiechnął się zawadiacko, był on szatynem z włosami również
postawionymi na żelu jednak on charakteryzował się przeróżnymi tatuażami na
swoim ciele
- okej no to skoro już się poznaliśmy
musimy przejść do rzeczy, na początku trochę mi pomożecie, a mianowicie chcę
się od was dowiedzieć co oni najbardziej lubią jeść?
- niedawno po raz pierwszy zrobiliśmy
naleśniki... poszły wszystkie, a oni skarżyli się że zrobiliśmy ich za mało
- okej czyli drugie danie już jest..-
powiedziałam zadowolona- została już tylko zupa, bo na deser chyba zrobię im
zwykłą szarlotkę z lodami- szarlotka skąd ten pomysł??
-to może pomidorowa z makaronem, to jest
tam ze stron polskich??
- genialne!!- krzyknęłam- to teraz trzeba
rozdzielić zadania... ja zajmę się naleśnikami
- to ja wezmę zupę- powiedział Luke
- nie ma sprawy, obyś jej tylko nie
spieprzył...
- a co nie wierzysz we mnie?- zapytał
rozbawiony
- no właśnie wierze i w tym jest problem-
powiedziałam równie rozbawiona co on
- to my zajmiemy się szarlotką... masz
szczęście że potrafię robić domowe lody- powiedział Josh a Jessica mu zawturała
-chodź sam ty mi pomożesz z naleśnikami-
powiedziałam do chłopaka który stał obok mnie
- okej... jakie robimy nadzienie?-
zapytał się mnie
- no właśnie jakie?
- a może by tak jedne z nutellą, drugie
ze serem, a jeszcze inne z dżemem??
- genialny pomysł mój pomocniku-
powiedziałam do Sama, zaczęliśmy gotować piec i smażyć wszystkie rzeczy,
oczywiście nie obeszło się bez śmiechu, a wszystkiemu przyglądała nam się Marta
z równie promiennym uśmiechem co nasze, ludzie z grupy Ashley tez przyglądali
nam się z radością ii... zazdrością?? nieważne zbliżała się już pora obiadu, a
my z samem mieliśmy już ponad 150 naleśników dlatego postanowiliśmy zacząć je
już smarować, od czasu do czasu patrzyłam jak radzą sobie inni i powiem wam że
radzili sobie świetnie wszystko wyglądało i smakowało świetnie... będę załamana
jeśli okaże się że przegramy i stracę tę pracę no ale nieważne już powoli
kończyliśmy smarować naleśniki, teraz trzeba było je tylko zajebiście
udekorować, ale co to dla mnie?
- uwaga!! krzyknęła pani Marta- nasi
piłkarze właśnie skończyli trening iii... są piekielnie głodni
- hej wiki!! daliśmy rade wszystko jest
już gotowe... teraz tylko świętować
- heh... Josh ty się tak nie rozpędzaj,
bo jeszcze nic nie wiadomo
- ale no co?? ja jestem pewny że wygrasz,
poza tym moja szarlotka jest zajebiasta, jak nie więcej
-aleś ty skromny... wiesz?
- no wiem... ale przestań bo się zarumienię-
powiedział i obydwoje się zaśmialiśmy
NA SALI PIQUE POV :
- uuu... już się nie mogę doczekać
podobno dziś gotowały jakieś nowe osoby które mają zająć miejsce Kiry
- nooo...- odpowiedział mi messi
- o! patrzcie- krzyknął fabsiu- jedzenie
idzie!!
- a ty zawsze tylko o jednym- powiedział
mu żartobliwie neymar- dziewczynę byś se znalazł a nie... tylko jedzenie
- a po co komu dziewczyna jak ma się
jedzenie?
- fabs??- powiedziałem a ona się na mnie
popatrzył- załamujesz,- i wtedy dostaliśmy pod nosy jakąś bordowa papkę ii...-
pomidorowa!- powiedziałem na głos
- nie gadaj... jak ja jej dawno nie
jadłem- powiedział do mnie ney- o matko... jakie to jest dobre... rety-
poszedłem za przykładem neya i też spróbowałem... czy było dobre?? niee...to
było zajebiste, chwila i wszyscy kończyliśmy jeść.. tego bordowego chłodnika??
chyba tak... nie chciałem nawet tykać za chwile doszło do nas drugie dania
- no nie mogę czy wy to też widzicie...
przecież to są naleśniki- powiedział rozmarzony leo
- ej ale to drugie też nie jest złe.. to
chyba jest ryż z warzywami i kurczakiem... spróbuję- powiedział marc bartra,
wziął do buzi trochę i niespodziewanie wypluł- o boże to smakuje jak pomyje...
o fuuu...- powiedział zniesmaczony- dajcie mi tu szybko jakiegoś naleśnika...
gdy na talerzu został już tylko jeden naleśnik popatrzyliśmy na siebie, groźnymi
wzrokami
-moje!!- krzyknął fabs
- nie bo moje!!- zawołał neymar i szybko
polizał ostatniego naleśnika- polizane, zatrzymane!!
- to nie fair!!- krzyknęliśmy wszyscy
razem
-fair ma być tylko na boisku
na sam koniec otrzymaliśmy muffinki z
warzywami... okej?? i szarlotkę z lodami, chyba każdy wie co wybraliśmy
po skonczońym obiedzie na środek sali
weszła nasza kochana Marta z werdyktem
- kochani... oświadczam iż waszą nową
kucharką jest wiki Santos...- powiedziała Marta, a nam wszystkim kopara opadła na ziemie gdy skapnęliśmy się o
kogo chodzi
ten rozdział taki nudny, nie ma w nim
prawie w ogóle Nymara, ale obiecuje że w następnym rozdziale będzie się
działo... oj będzie xd czekam na komentarze ii... jest mi cholernie miło
podziękować za pierwszy komentarz, nawet nie wiesz jaka byłam szczęśliwa gdy
zobaczyłam że ktoś skomentował mój blog... poprostu skakałam wtedy po
ścianach... jeszcze raz BARDZO BARDZO DZIĘKUJE!! dziś nie będzie suchara... XD
Fajny :) czekam na next :)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ;) chce kolejny =D
OdpowiedzUsuńExtra extra extra! :*:*
OdpowiedzUsuńDodaje do obserwowanych bo mi to chyba umknęło :)
Czekam z niecierpliwością na next <3