czwartek, 4 czerwca 2015

rozdział 10 z podziękowaniami...



Wiki POV:
obudziłam się o godzinie 9.00 wypoczęta jak nigdy, czułam że to ten dzień, dziś zdobędę pracę i nikt mnie nie powstrzyma... jeny brzmię jak seryjny morderca. wstałam i weszłam do mojej łazienki szybko się ubrałam i swoje falowane włosy związałam w słodką kitkę, nałożyłam jeszcze lekki makijaż. zbiegłam schodami do kuchni ii... uwaga będzie odmiana, zjadłam kanapki z Nutellą, mniam. w domu było dość cicho z czego stwierdziłam że albo wszyscy jeszcze śpią albo gdzieś wyszli. popatrzyłam na zegarek była godzina 10.28 czyli miałam jeszcze dużo czasu do wyjścia dlatego wyłożyłam się wygodnie na kanapie i włączyłam telewizor, nie zgadniecie co leciało w telewizji, otóż jakaś hiszpańska telenowela... nie ma niestety nic innego do oglądania więc postanowiłam już zostawić na tym. po skończonym programie była godzina 11.50 postanowiłam już zacząć się zbierać żeby się przypadkiem nie spóźnić. założyłam moje czarne vansy i ruszyłam w stronę stadionu. przed wejściem roiło się od napalonych fanów piłki nożnej, no nie powiem byłam trochę przerażona, bo bałam się że jeszcze mnie ktoś stratuje i co wtedy będzie, nie dostanę mojej pracy, udałam się w stronę tylnego wejścia o którym wiedzieli tylko pracownicy camp nou no i oczywiście ja, razem z fabsiem odkryliśmy to przejście jak byłam tu jeszcze za pierwszym razem, prześlizgnęłam się niezauważona przez żadnego pracownika obsługi i już z daleka widziałam wielki napis recepcja udałam się tam tak jak wczoraj przyjmowała tam ta miła kobieta która miała dziś na sobie białą bluzkę i granatowe eleganckie spodnie, dlatego pomyślałam sobie że może nie ubrałam się zgodnie z odpowiednią porą bo miałam na sobie krótkie dżinsowe spodenki i czarny top a na to założoną bluzkę w szeroką kratę, no ale cóż raz się żyje pomyślałam...
-dzień dobry, pamięta mnie pani, byłam tu wczoraj w związku z stanowiskiem pracy
-tak oczywiście że panią pamiętam, zjawiła się pani trochę wcześniej ale to nie problem, a nawet lepiej, będzie miała pani więcej czasu na przygotowanie się, ale od razu panią uprzedzam, nie ma pani jeszcze zapewnionej pracy, to jest próba, gdyż jeszcze oprócz pani na to stanowisko zjawiła się druga osoba, sprawdzimy was oboje- no to teraz brawa... dlaczego ona mówi mi o tym dopiero teraz, mogłam o tym wiedzieć wczoraj i... moje rozmyślania ponownie przerwała ta sama kobieta- waszą prace ocenia pani Marta, jak już się pani dowiedziała wczoraj, ale oprócz tego potrawy będą oceniane prze cały skład fc barcelony wiec musi pani wpaść w ich gust- co ona ma z tą pani?? czuje się tak staro wtedy
-tak rozumiem i przysięgam że nie stracicie ze mną czasu
-miejmy taka nadzieje...- czy ja mówiłam wcześniej że ona jest miła?? tak ? w takim razie cofam swoje słowa tao najwredniejsza osoba jaką do tej pory poznałam, a do tego ma wyraz twarzy jakby ktoś jej tam do niej nasrał za przeproszeniem...- niech pani idzie schodami na dół, a potem może jakoś pani dotrze do kuchni, jak się pani zgubi to nie moja sprawa
- och... niech się pani tak mną nie przejmuje... jakoś sobie poradzę- powiedziałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy i ruszyłam w stronę schodów, szłam jakiś kawałek aż w końcu dotarłam do końca mojej podróży, weszłam do środka i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to wielkie garnki, leżące dosłownie wszędzie... na szafkach na kuchence... a te już brudne znajdowały się na podłodze oprócz tego było tu czuć przeróżne zapachy... od ostrości po słodkości, przy jednej z kuchenek stała niska kobieta z włosami związanymi w wysokiego kucyka. postanowiłam podejść i się przedstawić
- dzień dobry- uśmiechnęłam się i wyciągnęłam przed siebie rękę na przywitanie
- och, witaj!- starsza kobieta oddała mi uśmiech i uścisnęła moją dłoń, było mi niezmiernie miło
- miałam się tu stawić, gdyż mam tu walczyć o nową pracę... dobrze trafiłam?
-tak słońce, tam będzie twoje miejsce pracy jak na dzisiejszy dzień- wskazała palcem na miejce w którym była kuchenka, szafka i wszystkie możliwe przyrządy które mogą mi się przydać- lecz niestety musimy poczekać na drugą osobę, bo bez niej nie możemy zacząć... a ona chyba właśnie się spóźnia- mówiła już poirytowana starsza pani, z czego wywnioskowałam że nie znosi ona gdy ktoś się spóźnia, hah punkt dla mnie
- zaraz na pewno przjdzie proszę pani- powiedziałam pocieszającą
- złotko, nie mów mi pani tylko Marta
-ach to pani ma dzisiaj nas oceniać
- spokojnie, nie przejmuj się aż taka surowa to ja nie jestem- powiedziała żartobliwie staruszka
- w takim razie miło poznać, mam na imię wiki
- wiktoria... śliczne imię- na wypowiedziane przez nią moje pełne imię, od razu się skrzywiłam, nie cierpię gdy ktoś tak do mnie mówi, najlepiej jak mi się mówi wiki- co się dzieje, wyglądasz jakbyś zjadła co dopiero z kilogram cytryny...
- nie poprostu wole jak mówi się do mnie wiki- właśnie do kuchni wpadła jakaś wytapirowana laska, która na twarzy miała z kilo tapety, jak nie więcej... o boziuu... jak ona się na tych butach nie wywróciła, mają chyba z 20 cm, ale to i tak nie było najgorsze, bo gdy spojrzałam na jej palce zaczęłam się śmiać jak głupia, a ona patrzyła na mnie jak na osobę chora psychicznie.... no ale trudno, już tłumaczę, otóż piękna pani barbie miała na palcach tak wielkie tipsy, że nie wiem jak ona ma zamiar cokolwiek pokroić albo nawet pomieszać, oo... w końcu się odezwała
- przezpraszam za spóźnienie, ale fryzjer trochę dłużej musiał mi fryzurę robić- Marta zaczęła rozmawiać z naszą słodką paniusią a ja przyglądałam się temu z boku, dowiedziałam się że ma ona na imię Sharlotte, u mnie już jest szarlotką
- dobrze dziewczyny, skoro już obydwie wszystko wiecie to zabieracie się do pracy, sharlotte ty będziesz miała do pomocy Toma, Ashley, Harrego i Matta... a ty wiki Jesse, Luka, Josha i sama, życzę wam powodzenia Ashley od razu pobiegła do swojego stanowiska pracy, a ja postanowiłam najpierw zapoznać się z moja załogą
- hej wszystkim, mam na imię wiki a wy too??
- ja jestem Jessica!- powiedziała wysoka blondynka z promiennym uśmiechem
-a ja Luke- powiedział baaardzo wysoki chłopak z blond włosami i kolczykiem w uchu
- miło poznać jestem sam- powiedział średniego wzrostu brunet z włosami postawionymi na żelu
- Josh... ja to ten najprzystojniejszy- powiedział i uśmiechnął się zawadiacko, był on szatynem z włosami również postawionymi na żelu jednak on charakteryzował się przeróżnymi tatuażami na swoim ciele
- okej no to skoro już się poznaliśmy musimy przejść do rzeczy, na początku trochę mi pomożecie, a mianowicie chcę się od was dowiedzieć co oni najbardziej lubią jeść?
- niedawno po raz pierwszy zrobiliśmy naleśniki... poszły wszystkie, a oni skarżyli się że zrobiliśmy ich za mało
- okej czyli drugie danie już jest..- powiedziałam zadowolona- została już tylko zupa, bo na deser chyba zrobię im zwykłą szarlotkę z lodami- szarlotka skąd ten pomysł??
-to może pomidorowa z makaronem, to jest tam ze stron polskich??
- genialne!!- krzyknęłam- to teraz trzeba rozdzielić zadania... ja zajmę się naleśnikami
- to ja wezmę zupę- powiedział Luke
- nie ma sprawy, obyś jej tylko nie spieprzył...
- a co nie wierzysz we mnie?- zapytał rozbawiony
- no właśnie wierze i w tym jest problem- powiedziałam równie rozbawiona co on
- to my zajmiemy się szarlotką... masz szczęście że potrafię robić domowe lody- powiedział Josh a Jessica mu zawturała
-chodź sam ty mi pomożesz z naleśnikami- powiedziałam do chłopaka który stał obok mnie
- okej... jakie robimy nadzienie?- zapytał się mnie
- no właśnie jakie?
- a może by tak jedne z nutellą, drugie ze serem, a jeszcze inne z dżemem??
- genialny pomysł mój pomocniku- powiedziałam do Sama, zaczęliśmy gotować piec i smażyć wszystkie rzeczy, oczywiście nie obeszło się bez śmiechu, a wszystkiemu przyglądała nam się Marta z równie promiennym uśmiechem co nasze, ludzie z grupy Ashley tez przyglądali nam się z radością ii... zazdrością?? nieważne zbliżała się już pora obiadu, a my z samem mieliśmy już ponad 150 naleśników dlatego postanowiliśmy zacząć je już smarować, od czasu do czasu patrzyłam jak radzą sobie inni i powiem wam że radzili sobie świetnie wszystko wyglądało i smakowało świetnie... będę załamana jeśli okaże się że przegramy i stracę tę pracę no ale nieważne już powoli kończyliśmy smarować naleśniki, teraz trzeba było je tylko zajebiście udekorować, ale co to dla mnie?
- uwaga!! krzyknęła pani Marta- nasi piłkarze właśnie skończyli trening iii... są piekielnie głodni
- hej wiki!! daliśmy rade wszystko jest już gotowe... teraz tylko świętować
- heh... Josh ty się tak nie rozpędzaj, bo jeszcze nic nie wiadomo
- ale no co?? ja jestem pewny że wygrasz, poza tym moja szarlotka jest zajebiasta, jak nie więcej
-aleś ty skromny... wiesz?
- no wiem... ale przestań bo się zarumienię- powiedział i obydwoje się zaśmialiśmy
NA SALI PIQUE POV :
- uuu... już się nie mogę doczekać podobno dziś gotowały jakieś nowe osoby które mają zająć miejsce Kiry
- nooo...- odpowiedział mi messi
- o! patrzcie- krzyknął fabsiu- jedzenie idzie!!
- a ty zawsze tylko o jednym- powiedział mu żartobliwie neymar- dziewczynę byś se znalazł a nie... tylko jedzenie
- a po co komu dziewczyna jak ma się jedzenie?
- fabs??- powiedziałem a ona się na mnie popatrzył- załamujesz,- i wtedy dostaliśmy pod nosy jakąś bordowa papkę ii...- pomidorowa!- powiedziałem na głos
- nie gadaj... jak ja jej dawno nie jadłem- powiedział do mnie ney- o matko... jakie to jest dobre... rety- poszedłem za przykładem neya i też spróbowałem... czy było dobre?? niee...to było zajebiste, chwila i wszyscy kończyliśmy jeść.. tego bordowego chłodnika?? chyba tak... nie chciałem nawet tykać za chwile doszło do nas drugie dania
- no nie mogę czy wy to też widzicie... przecież to są naleśniki- powiedział rozmarzony leo
- ej ale to drugie też nie jest złe.. to chyba jest ryż z warzywami i kurczakiem... spróbuję- powiedział marc bartra, wziął do buzi trochę i niespodziewanie wypluł- o boże to smakuje jak pomyje... o fuuu...- powiedział zniesmaczony- dajcie mi tu szybko jakiegoś naleśnika... gdy na talerzu został już tylko jeden naleśnik popatrzyliśmy na siebie, groźnymi wzrokami
-moje!!- krzyknął fabs
- nie bo moje!!- zawołał neymar i szybko polizał ostatniego naleśnika- polizane, zatrzymane!!
- to nie fair!!- krzyknęliśmy wszyscy razem
-fair ma być tylko na boisku
na sam koniec otrzymaliśmy muffinki z warzywami... okej?? i szarlotkę z lodami, chyba każdy wie co wybraliśmy
po skonczońym obiedzie na środek sali weszła nasza kochana Marta z werdyktem
- kochani... oświadczam iż waszą nową kucharką jest wiki Santos...- powiedziała Marta, a nam wszystkim  kopara opadła na ziemie gdy skapnęliśmy się o kogo chodzi





ten rozdział taki nudny, nie ma w nim prawie w ogóle Nymara, ale obiecuje że w następnym rozdziale będzie się działo... oj będzie xd czekam na komentarze ii... jest mi cholernie miło podziękować za pierwszy komentarz, nawet nie wiesz jaka byłam szczęśliwa gdy zobaczyłam że ktoś skomentował mój blog... poprostu skakałam wtedy po ścianach... jeszcze raz BARDZO BARDZO DZIĘKUJE!!    dziś nie będzie suchara... XD

3 komentarze:

  1. Podoba mi się ;) chce kolejny =D

    OdpowiedzUsuń
  2. Extra extra extra! :*:*
    Dodaje do obserwowanych bo mi to chyba umknęło :)
    Czekam z niecierpliwością na next <3

    OdpowiedzUsuń